Shadow Edge – szur, szur, szur to idą umarli…
Fala za falą zombiaków, kończąca się amunicja, odbijające się echem od wilgotnych granitowych ścian kroki, światło pochodni. Czujesz się trochę jak Indiana Jones, trochę jak John Blaskowitz (No? Kto pamięta jeszcze tego pana?) Po raz kolejny przychodzi nam ratować świat – tym razem w świetnej horrorowatej strzelance – Straight Edge.
Naszym bohaterem jest bezimienny żołnierz przeszukujący w1940 roku opuszczone krypty w poszukiwaniu tajemniczego artefakt, którego użycie pozwoli odmienić losy II Wojny Światowej. Broni mamy do wyboru co niemiara, nie możemy także narzekać na monotonność jeśli chodzi o przeciwników – różnego martwiaczego tałatajstwa kręci się po lochach przynajmniej kilkanaście gatunków. Ciekawym urozmaiceniem jest konieczność pilnowania, aby nie zgasła trzymana przez nas pochodnia, a także stacjonarne, oświetlające okolicę paleniska. Jeśli pogrążymy się w mroku to długo nie pożyjemy, a w efekcie nerwowy pan Adolf H. będzie miał otwartą drogę do Waszyngtonu.

Swoją drogą, tak się czasami zastanawiam na co cały wysiłek naszych dzielnych pedagogów („jedyne co pamiętam po latach ich pracy, to to, że wojnę wygrali Polacy” – Kazik), starających się nauczać historii. Już od czasu Wolfensteina, każdy szanujący się gracz da sobie głowę uciąć, za to, że naziście przegrali wojnę tylko dlatego, że jakiemuś dzielnemu komandosowi/archeologowi/Hellboyowi udało się znaleźć Włócznię Lonignusa/Arkę Przymierza/Znak Wiecznych Przedwiecznych (niepotrzebne skreślić)…
Ale do rzeczy. Sterujemy dwoma kciukami – czyli wirtualnym dual stickiem. Model ten znakomicie sprawdza się w różnego typu strzelankach – nie zawodzi i w przypadku Shadow Edge. Atakują nas hordy zombiaków, ale nie zdarza się żeby kontrolki nam przeszkadzały – a to ważne. Zastanawiam się tylko czy ten model sterowania się nie znudzi. Na App Storze coraz więcej tego typu shooterków…

… i tu przechodzimy do sedna. Klimat. Shadow Edge wybroni się właśnie klimatem. Ja wiem, że na małym ekraniku iPhone’a nie jest łatwo przedstawić scenerię i zbudować atmosferę, która przyprawi nas o gęsią skórkę. Ale deweloperom z Pastel Games jednak się udało. Wciąż czujemy, ze coś czai się w cieniu, coś szura, a konieczność ciągłego odpalania pochodni, zmusza nas do nerwowego biegania z miejsca na miejsce. Nie mówię od razu, że grając w zatłoczonym tramwaju w środku będziecie trzymać iPhone’a spoconymi łapkami i podskakiwać z emocji, ale… ciemnym pokoju i w słuchawkach – kto wie.
I jeszcze dwie małe uwagi. Gra oferuje dwa tryby rozgrywki – fabularny „adventure mode”, oraz survivalowy „arena mode”. Natomiast cena na App Store – jak dla mnie bardzo atrakcyjna – 1.99$.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Bezprzewodowa synchronizacja
Jak wiadomo Apple nie wiedzieć czemu do dzisiaj nie udostępniło nam innej synchronizacji niż za pomocą ...
Jeszcze jedna reklama iPhone
Apple ostatnimi czasy bardzo skupiło się na reklamowaniu iPhone'a. Po dwóch reklamach o których pisał ...
Android uruchomiony na iPhonie
Na iPhonie został już odpalony windows 95 i osławiony Saper, windows xp oraz linux. Teraz czas na ...
Dwie kolejne reklamy iPhone'a
Czy nie wydaje Wam się, że Apple powinno skupić się na promocji swojego najnowszego urządzenia - ...



KOMENTARZE